Olecko. — Szosy mazurskie. — Człowiek „bildowany”. — Pożar. — Sanna w lecie.

Nazajutrz w towarzystwie naszego uprzejmego gospodarza, „nafutrowawszy”23 (jak się wyrażali mali widzowie) nasze rumaki oliwą, ruszyliśmy w stronę sąsiedniego miasta powiatowego Olecka, czyli Margrabowa.

Okolica ciągle piękna, pozwalała nam się napawać rozkosznymi widokami. Na pół drogi, to jest na siedemnastym kilometrze, znaleźliśmy się ponad jeziorem Gąskowskim, gdzie już postanowiliśmy pana B. pożegnać.

Pożegnanie jednak nasze wobec pięknego jeziora „na sucho” ujść nie mogło. Spokojne wody, uroczo rozłożone w rozkosznej dolinie, nieopodal wsi Gąski, nęciły nas silnie kryształowymi toniami. Nie namyślając się też długo, popychani gorącem dochodzącym do 30 stopni, skąpaliśmy swe ziemskie powłoki po raz pierwszy w niepokalanej czystości wodach jeziora.

Pożegnawszy miłego towarzysza, wkrótce znaleźliśmy się w Olecku, o 35 kilometrów od Ełka.

Olecko i nasz Augustów to bliźniacze grody, założone jednocześnie przez dwóch potężnych sąsiadów: Albrechta i Zygmunta Augusta, na pamiątkę ich zjazdu, odbytego w Olecku w r. 1560. Miasto liczy obecnie około 6000 mieszkańców i skupia w sobie sprawy powiatu margrabowskiego, odznaczającego się górzystym i malowniczym położeniem. Na północy leżą wzgórza Górami Szeskimi zwane, na południu znów cała masa jezior, z których ważniejsze: Hasny, Oleckowskie, Sedranki, Gąski itp. Wszystkie prawie jeziora należą do rządu i wydzierżawiane są przeważnie Żydom z Królestwa; złowione ryby w znacznych partiach idą do Królestwa.

Żywioł niemiecki liczebnie zajmuje już część poważniejszą; na całą ludność powiatu około 45 tysięcy wynoszącą, znajduje się tylko 28 tysięcy Mazurów.

W ogóle w powiecie tym germanizacja poczyniła w ostatnim wieku znaczniejsze postępy. Jeszcze w r. 1840 było do 18 procent ludności mazurskiej i mieszkało niemało rodzin szlacheckich, jak: Bieniewscy, Ciesielscy, Ciechańscy, Dzięgielowie, Łąccy, Łosiowie i inni. Dzisiaj z tego już ani śladu.

Po obiedzie, nabrawszy sił do dalszej drogi, ruszamy z Olecka, kierując się na wschód przez Wydminy, do trzeciego powiatowego miasta, do Lecu (niem. Lötzen). Okolica, ciągle falista, pozwala rozwinąć miejscami całą chyżość naszych kół; a trzeba trochę pośpieszyć, bo do Wydmin mamy opętane 40 kilometrów. Jedziemy przez ładny las, szosą wijącą się z góry. Nie zdążyliśmy się jeszcze nasycić balsamiczną wonią, aż oto las się kończy i przed nami maluje się szyba jeziora Gawlikiem zwanego.

„I sam Katon by upadł w tych pokus przepaście, zwłaszcza gdyby się kąpał i zbił wiorst piętnaście”24. My nie byliśmy Katonami, więc tym bardziej zanurzyliśmy się w nurtach Gawlika. To nas orzeźwiło i dodało sił, a świetna szosa dług opóźnienia z łatwością odrobić pozwoliła.