Klara zdrętwiała, z szeroko otwartymi oczami patrzyła na ojca chrzestnego, który wyglądał w tej chwili zupełnie inaczej i jeszcze brzydziej niż zwykle; prawą ręką wymachiwał przy tym jak lalka, którą się porusza przez pociągnięcie sznurka. Przeraziłaby się jeszcze bardziej, gdyby nie to, że obok stała mamusia, i gdyby Fred, który znalazł się w pokoju, nie przeszkodził sędziemu, śmiejąc się głośno:

— Ojcze chrzestny — wołał — jesteś dzisiaj znowu taki strasznie zabawny! Ruszasz się zupełnie tak samo, jak mój pajac, którego już dawno wyrzuciłem za piec.

Matka miała minę bardzo poważną i rzekła:

— Mój drogi sędzio, to jakiś bardzo dziwny żart; co to właściwie ma znaczyć?

— O, nieba! — zawołał ojciec chrzestny ze śmiechem. — Czyż nie znacie tej ślicznej piosenki zegarmistrza, skomponowanej przeze mnie? Zawsze ją śpiewam przy łóżku takich pacjentów, jak Klara.

To mówiąc usiadł przy jej łóżku i ciągnął dalej:

— Nie gniewaj się na mnie, że natychmiast nie wykłułem Królowi Myszy jego siedmiu par oczu, ale to stać się nie mogło. Chcę zamiast tego sprawić ci wielką radość.

Sędzia włożył rękę do kieszeni i powoli, powoli wyciągnął z niej Dziadka do Orzechów, któremu nadzwyczaj zręcznie wprawił wybite ząbki i umocował wywichniętą szczękę. Klara głośno krzyknęła z radości, a matka odezwała się z uśmiechem:

— Widzisz teraz, jaki dobry jest ojciec chrzestny dla twojego Dziadka do Orzechów.

— Musisz jednak przyznać, Klaro — przerwał pani radczyni ojciec chrzestny — musisz jednak przyznać, że Dziadek do Orzechów nie ma zgrabnej figurki i że twarzy jego nie można nazwać ładną. Jeżeli chcesz, to ci opowiem, w jaki sposób do jego rodziny wkradła się taka brzydota. A może znasz już historię księżniczki Pirlipaty, wiedźmy Mysibaby i zręcznego zegarmistrza?