— Jestem przecie świetnym zegarmistrzem, jakże możecie myśleć, że nie umiałbym zrobić pułapki na myszy?

Rozdział VIII: Dalszy ciąg historii o twardym orzechu

Teraz już wiecie, drogie dzieci — zaczął ojciec chrzestny następnego wieczoru — teraz już wiecie, dlaczego królowa tak bacznie kazała pilnować uroczej księżniczki Pirlipaty. Czyż nie miała słuszności, obawiając się, że Mysibaba spełni swoją groźbę, że powróci i na śmierć zagryzie księżniczkę?

Pułapki sporządzone przez zegarmistrza nie zdały się na nic, gdyż Mysibaba była mądra i przebiegła, a nadworny astronom, który był zarazem tajnym wróżbitą i astrologiem, orzekł, że jedynie rodzina kota Mruka może nie dopuścić Mysibaby do kołyski. Dlatego też kazano każdej z nianiek trzymać na kolanach jednego potomka tej rodziny i delikatnym głaskaniem uprzyjemniać ciężką służbę kotom, które piastowały w państwie godność tajnych radców.

Raz o północy jedna z głównych dozorczyń zbudziła się nagle.

Wszystko wokół pogrążone było w głębokim śnie, grobowej ciszy nie przerywało nawet mruczenie kotów i słychać było tylko cichutkie stukanie kornika. Można sobie jednak wyobrazić przestrach dozorczyni, gdy nagle ujrzała ogromną, wstrętną mysz, która wspiąwszy się na tylne nóżki zbliżyła swoją ohydną głowę do twarzy księżniczki.

Z okrzykiem przerażenia zerwała się z miejsca. Wszyscy zbudzili się ze snu, ale Mysibaba (ona to bowiem pochylała się nad kołyską księżniczki) uciekała już szybko w stronę pieca. Radcowie rzucili się za nią w pogoń, ale było za późno. Mysibaba znikła w szczelinie podłogi.

Hałas zbudził Pirlipatkę, która zaczęła płakać głośno i żałośnie.

— Żyje, dzięki Bogu! — zawołały niańki, ale jakież było ich przerażenie, gdy spojrzały na księżniczkę, która jeszcze wczoraj była tak delikatną i śliczną dzieciną! Zamiast zgrabnej główki z jasnymi lokami i białoróżową twarzyczką miała wielką bezkształtną głowę, osadzoną na drobniutkim, pokręconym tułowiu; błękitne oczki stały się zielone, wypukłe i pozbawione wszelkiego wyrazu, a usta wydłużyły się i sięgały od ucha do ucha.

Królowa traciła zmysły z żalu i rozpaczy, a gabinet królewski musiano wytapetować watą, bo król raz po raz walił głową o ścianę, jęcząc rozdzierającym głosem: