— Jestem najnieszczęśliwszym z monarchów!
Właściwie król sam był winien, gdyż lepiej było zjeść kiełbasę bez słoniny, a Mysibabę i jej rodzinę zostawić spokojnie pod piecem; ale królewski ojciec Pirlipaty nie myślał o tym wcale, tylko przypisywał całą winę zegarmistrzowi i sztukmistrzowi, Krystianowi Eliaszowi Droselmajerowi, rodem z Norymbergi. Dlatego też wydał następujący rozkaz: nadworny zegarmistrz ma w ciągu czterech tygodni przywrócić księżniczkę Pirlipatę do dawnego stanu albo przynajmniej wskazać pewny i niezawodny środek, za pomocą którego dałoby się tego dokonać. W przeciwnym razie zginie nędzną śmiercią pod toporem kata.
Zegarmistrz przeląkł się bardzo, ale ufając swojej sztuce i swemu szczęściu przystąpił natychmiast do pierwszej czynności, która wydawała mu się konieczną. Oto rozebrał Pirlipatę na drobne kawałeczki, odśrubował jej rączki i nóżki. Po dokonaniu tych zabiegów orzekł, że księżniczka będzie z wiekiem coraz bardziej potworna. Zegarmistrz był zupełnie bezradny. Złożył Pirlipatę z powrotem i siedząc u jej kołyski, której nie wolno mu było opuszczać, pogrążył się w czarnych myślach.
Pewnej środy, gdy rozpoczął się już czwarty tydzień tego czuwania, król spojrzawszy na zegarmistrza gniewnym wzrokiem pogroził mu berłem i zawołał:
— Krystianie Eliaszu Droselmajer, jeżeli nie wyleczysz księżniczki, umrzesz!
Zegarmistrz zaczął głośno płakać, a księżniczka wesoło gryzła orzechy. Wówczas dopiero spostrzegł, że Pirlipata niezwykle lubi orzechy i że przyszła na świat z ząbkami. Rzeczywiście, natychmiast po zmianie postaci zaczęła krzyczeć i krzyczała tak długo, dopóki nie wpadł jej orzech do ręki; wtedy rozgryzała go, zjadała jądro i uspokajała się natychmiast.
— Widzę wrota wiodące do tajemnicy! Zastukam i otworzą się! — zawołał nagle zegarmistrz.
Poprosił zaraz o pozwolenie rozmowy z nadwornym astronomem. Gdy zaprowadzono go do niego pod silną eskortą, obaj ze łzami w oczach padli sobie w objęcia, bo żyli w serdecznej przyjaźni.
Potem zamknęli się w tajemnym gabinecie i przejrzeli mnóstwo książek traktujących o tajemniczych rzeczach. Nadeszła noc, nadworny astronom długo śledził gwiazdy i przy pomocy Krystiana Eliasza Droselmajera, który i na tej sztuce znał się doskonale, przepowiedział przyszłość księżniczki Pirlipaty.
Trudna to była praca, ale wreszcie — o, wielka radości! — wyczytał wyraźnie, że księżniczka Pirlipata, ażeby zrzucić czary i powrócić do dawnej, pięknej postaci, powinna zjeść słodkie jądro orzecha Krakatuka.