— To wszystko nieprawda! — rzekł Fred. — Moi czerwoni huzarzy nie są przecież takimi tchórzami, do stu par diabłów!
Tylko ojciec chrzestny uśmiechał się tajemniczo.
Posadził sobie na kolana małą Klarę i rzekł łagodniej niż zwykle:
— Tobie, Klaro, więcej jest dane niż mnie i nam wszystkim razem; jesteś jak Pirlipata urodzoną księżniczką, bo panujesz nad wspaniałym, słonecznym państwem baśni. Ale dużo będziesz miała zgryzot, jeżeli zajmiesz się biednym, zniekształconym Dziadkiem do Orzechów, bo Król Myszy prześladuje go na każdym kroku. Lecz nie ja, tylko ty, ty jedna możesz go uratować; bądź więc wytrwała i wierna!
Ani Klara, ani nikt inny nie zrozumiał, co właściwie miał na myśli ojciec chrzestny; radca zdumiał się tak bardzo, że wziął za puls sędziego i rzekł:
— Drogi przyjacielu, masz silne uderzenie krwi do głowy; powinieneś zaraz wziąć lekarstwo.
Ale pani radczyni pokiwała w zamyśleniu głową i powiedziała cichutko:
— Przeczuwam, co miał na myśli ojciec chrzestny, ale nie potrafię tego jasno wyrazić...
Rozdział XI: Zwycięstwo
Była noc księżycowa i Klara spała już od kilku godzin, kiedy zbudziły ją nagle jakieś dziwne szmery, dochodzące, jak jej się zdawało, z jednego kąta pokoju. Wydawało się, że drobne kamyki padały na podłogę, a od czasu do czasu odzywały się odrażające świsty i piski.