— Nie! — zawołały wszystkie damy i rzuciły się Klarze na szyję, wołając przez łzy wzruszenia: — O, szlachetna wybawicielko naszego ukochanego brata, najdroższa panno Klaro!
Teraz damy poprowadziły Klarę i Dziadka do Orzechów w głąb pałacu, do sali, której ściany zrobione były z kryształów mieniących się wszystkimi możliwymi barwami. Ale najbardziej podobały się Klarze małe krzesełka, stołki, komódki i inne mebelki z drzewa cedrowego, ozdobione złotymi kwiatami. Księżniczki poprosiły Klarę i Dziadka do Orzechów, by zajęli miejsca, a same zabrały się własnoręcznie do sporządzania uczty.
Przyniosły mnóstwo małych garnuszków i miseczek z najlepszej japońskiej porcelany, łyżki, noże i widelce, tarki, kociołki i inne sprzęty kuchenne ze złota i srebra. Potem przyniosły najpiękniejsze owoce i cukry6, jakich Klara nigdy jeszcze nie widziała, i zaczęły zręcznie, białymi jak śnieg rączkami, wyciskać sok z owoców, tłuc korzonki, rozcierać cukrzone migdały, jednym słowem — gospodarować z taką wprawą, że Klara przekonała się, jak świetnie księżniczki znają się na kuchni. Toteż oczekiwała wyśmienitej uczty. W głębokim przekonaniu, że i ona potrafi to wszystko, Klara chciała pomóc księżniczkom w ich czynnościach. Najpiękniejsza z sióstr Dziadka do Orzechów, jak gdyby odgadując ukryte życzenia Klary, podała jej malutki, złoty moździerz i powiedziała:
— Moja miła przyjaciółko, zbawczyni mojego brata, utłucz trochę wanilii!
W czasie gdy Klara tłukła młotkiem w moździerzu, który dźwięczał miło i słodko jak najpiękniejsza muzyka, Dziadek do Orzechów opowiadał szeroko o straszliwej bitwie stoczonej przez jego wojska z wojskami Króla Myszy, o tchórzostwie swej armii i o swojej porażce, o tym, jak obrzydliwy Król Myszy chciał go koniecznie zagryźć i jak dla jego ratunku musiała Klara poświęcić wielu swych poddanych, i tak dalej, i tak dalej.
Klarze wydawało się, że słowa opowiadania, a nawet jej własne uderzenia młotkiem oddalają się coraz bardziej i stają się coraz mniej wyraźne. Zaczęła się skądś wyłaniać jakaś srebrzysta gaza, na której, jak na przejrzystych kłębach mgły, unosiły się księżniczki, paziowie, Dziadek do Orzechów i ona sama. Dały się słyszeć jakieś śpiewy, szelesty i poświsty ginące w oddali — i nagle Klara poczuła, że unoszą ją jakby fale rosnące wciąż wyżej i wyżej, wyżej i wyżej, wyżej i wyżej..
Zakończenie
Prrr... Bęc! Klara spadła z niezmierzonej wysokości. Jakiż to był dziwny upadek! Natychmiast otworzyła oczy i spostrzegła, że leży w swoim łóżeczku; był już jasny dzień, a przy niej stała matka i mówiła:
— Jakże można spać tak długo? Już dawno śniadanie na stole.
Zapewne moi Czytelnicy domyślają się że Klara — oszołomiona tymi wszystkimi cudownościami, które oglądała — zasnęła wreszcie w sali Pałacu Marcypanowego i że paziowie albo nawet same księżniczki zaniosły ją do domu i położyły do łóżka.