— Zabieram z sobą dziewczynę — rzekła głośno — pan, panie Desgrais, możesz się zająć dalszym przebiegiem sprawy.
Głuchy szmer uznania przeleciał wśród tłumu. Kobiety podniosły dziewczynę do góry; wszyscy cisnęli się, tysiące rąk wyciągnęły się w jej obronie. Jakby płynącą w powietrzu, przeniesiono ją do powozu; wszystkie usta wielbiły i błogosławiły czcigodną damę, która wydarła krwawym sądom niewinną dziewczynę.
Po długich usiłowaniach udało się wreszcie Seronowi, najznakomitszemu w Paryżu lekarzowi, doprowadzić do przytomności biedną Madelon, która długie godziny leżała nieruchoma, bez zmysłów. Panna de Scudéry dokończyła dzieła lekarza, przemawiając do dziewczęcia łagodnymi słowy i budząc błyski nadziei w jej duszy. Wreszcie z oczu dziewczyny popłynęły obfite łzy, w których boleść znalazła ujście. Dusząc się od płaczu i nadmiaru przenikającego bólu, zaczęła opowiadać, jak się wszystko stało.
O północy zbudziło ją lekkie stukanie do drzwi. Rozpoznała głos Oliwiera, który zaklinał ją, aby natychmiast wstała, bo ojciec umiera. Przerażona zerwała się i otworzyła drzwi. Oliwier, blady, zmieniony na twarzy, okryty potem, ze światłem w ręku, chwiejąc się, poprowadził ją do pracowni. Tam leżał ojciec z szeroko rozwartymi, martwymi oczyma, charcząc wśród przedśmiertnych cierpień. Z żałosnym okrzykiem rzuciła się na niego i wtedy dopiero zauważyła jego skrwawioną koszulę. Oliwier odciągnął ją łagodnie i starał się natrzeć balsamem ranę widniejącą na lewej piersi i przewiązać ją. Tymczasem ojciec powrócił do przytomności. Przestał charczeć, serdecznie spojrzał na nią i na Oliwiera, ujął jej rękę, włożył ją w rękę Oliwiera i obie silnie uścisnął. Oboje, ona i Oliwier, upadli na kolana przy łóżku, ojciec zaś z rozdzierającym krzykiem uniósł się nieco w górę, potem zaraz znowu opadł na łóżko i westchnąwszy głęboko wyzionął ducha. Wtedy oboje zaczęli głośno jęczeć i płakać. Oliwier opowiedział, że mistrz w jego obecności został zamordowany w czasie wycieczki nocnej, w której mu na jego rozkaz towarzyszył. Z niezmiernym trudem przyniósł do domu ciężkie ciało, sądząc, że rana nie jest śmiertelna. Skoro nastał dzień, domownicy, którzy już w nocy zauważyli niezwykły hałas, głośny płacz i krzyk, przyszli na górę i zastali oboje stroskanych, klęczących przy łożu zmarłego. Wszczął się zamęt, przybyła policja i Oliwiera, podejrzanego o morderstwo, powleczono do więzienia.
Madelon dodała jeszcze najtkliwszy opis cnót, pobożności i wierności swego ukochanego Oliwiera. Opowiedziała, że Oliwier czcił mistrza jak własnego ojca, a mistrz odwzajemniał mu tę miłość i pomimo ubóstwa wybrał go na swego zięcia, ponieważ jego zręczność w rzemiośle równą była wierności i szlachetnemu usposobieniu. Wszystko to opowiedziała Madelon z największą szczerością. I gdyby Oliwier w jej obecności wepchnął sztylet w pierś ojca, prędzej uważałaby to za szatańskie złudzenie, niżby mogła uwierzyć, że Oliwier jest zdolny do tak niegodziwej, straszliwej zbrodni.
Panna de Scudéry, wzruszona do głębi niewypowiedzianym cierpieniem młodej Madelon, skłonna uwierzyć w niewinność biednego Oliwiera, zasięgnąwszy wiadomości, przekonała się, że wszystko, co Madelon opowiedziała o stosunkach domowych między mistrzem a jego pomocnikiem, było prawdziwe. Domownicy, sąsiedzi jednogłośnie stawili Oliwiera jako wzór moralnego, pobożnego, wiernego i pilnego młodzieńca. Nikt nie umiał o nim nic złego powiedzieć, a jednak, skoro zaczynano mówić o zbrodni, wszyscy wzruszali ramionami i sądzili, że jest w tym coś niepojętego.
Oliwier, postawiony przed trybunałem Chambre ardente, zaprzeczył wszystkiemu najbardziej stanowczo; bez żadnego zakłopotania wypierał się spełnienia zarzucanej mu zbrodni. Twierdził, że w jego obecności napadnięto mistrza na ulicy i zamordowano, że go jednak zdołał przywlec żywego do domu, gdzie wkrótce zakończył życie. I to zgadzało się zatem z opowiadaniem biednej Madelon.
Ciągle na nowo kazała sobie panna de Scudéry opowiadać najdrobniejsze szczegóły strasznego wypadku. Badała dokładnie, czy kiedyś nie wynikła jakaś kłótnia między mistrzem a pomocnikiem i czy Oliwier nie miał porywczego usposobienia. Często bowiem porywczość, niby ślepe szaleństwo, unosi najłagodniejszego człowieka i wiedzie do czynów, które wykluczają wszelką wolną wolę działania. Jednak z im większym zapałem mówiła Madelon o spokojnym szczęściu domowym, w którym żyło troje ludzi związanych najściślejszą miłością, tym bardziej znikał nawet cień podejrzenia wobec oskarżonego Oliwiera.
Ściśle badając każdy szczegół, wychodząc nawet z założenia, że Oliwier mimo wszystko, co głośno przemawiało za jego niewinnością, był jednak mordercą mistrza René Cardillaca — panna de Scudéry nie mogła znaleźć wśród wszelakich możliwości żadnego powodu do tego strasznego czynu, który w rezultacie bądź co bądź musiał zniszczyć szczęście Oliwiera. Był biedny, ale zręczny; udało mu się pozyskać względy najznakomitszego złotnika, kochał jego córkę, mistrz sprzyjał tej miłości, otwierało się przed nim życie pełne szczęścia i dobrobytu. I gdyby rzeczywiście podrażniony w jakiś sposób, uniesiony gniewem, napadł zbrodniczo na swego dobroczyńcę, na swego ojca — to jakże przewrotną musiałby być istotą, aby się tak zachowywać po zbrodni. Przekonana silnie o niewinności Oliwiera, panna de Scudéry postanowiła ocalić nieszczęśliwego młodzieńca za jakąkolwiek cenę.
Zanim jednak zwróciła się z prośbą o łaskę do samego króla, uważała za najstosowniejsze udać się do prezydenta la Regnie i zwrócić jego uwagę na wszystkie szczegóły, przemawiające za niewinnością Oliwiera. Spodziewała się, że w ten sposób obudzi w duszy prezydenta przychylność dla oskarżonego, która udzieli się także innym sędziom.