Przedmiot ma swój pobyt na dzwonnicy ratuszowej. Wszyscy członkowie rady są to ludzie mali, wielce okrągli, wielce otłuszczeni, wielce inteligentni, z oczyma pokaźnymi na kształt salaterek i z przestronnymi a podwójnymi podbródkami, mają zaś szaty o wiele dłuższe i sprzączki u trzewików o wiele sutsze aniżeli zwykli obywatele Vondervotteimittssu. Od czasu, gdym w owym ogrodzie zamieszkał7, odbyli kilka posiedzeń nadzwyczajnych i uchwalili te trzy doniosłe wnioski:
I. Zbrodnią jest odmiana starego błogostanu.
II. Poza granicami Vondervotteimittissu nie ma nic godnego przyswojenia.
III. Poprzysięgamy wierność dozgonną naszym zegarom i naszym kapustom.
Ponad izbą posiedzeń tkwi dzwonnica, zaś na owej dzwonnicy czy też na wieży tkwi i tkwiła od czasów niepamiętnych chluba i cud waszego miasta — olbrzymi zegar miejski Vondervotteimittissu. Ten ci jest przedmiot, ku któremu zwrócone są oczy starych jegomościów, utwierdzonych w fotelach ze skórzanym siedzeniem. Wielki zegar ma tarcz siedem — po jednej na każdej z siedmiu ścian dzwonnicy, tak iż ze wszystkich dzielnic można go oglądać do syta. Obszerne i białe są tarcze, ciężkie i czarne — wskazówki. Wieży onej przydany jest człek, którego jedyną czynnością jest dbałość o wieżę, wszakże ta czynność należy do najdoskonalszych synekur8, ile że zegar Vondervotteimittissu, jak pamięć ludzka sięga, nigdy nie wzywał pomocy. Aż po dni bieżące — samo przypuszczenie podobnego przypadku uważano by za herezję. Od epok najbardziej zamierzchłych, wzmiankowanych w archiwach, wielki dzwon sprawnie wydzwaniał godziny. I rzeczywiście — udzielała się ta sprawność zarówno i innym zegarom, i zegarkom grodu. Nigdy w żadnym zakątku świata czas nie był tak dokładnie i z takim taktem odmierzany. Gdy wielki dzwon rozważał, iż nastała chwila, aby orzec: południe — wszyscy posłuszni poddani, jednocześnie rozwarłszy swe gardziele, wtórzyli mu zgodnym echem. Słowem, dostojni mieszczanie tracili głowę z miłości dla swej kapusty, lecz przedmiotem ich dumy były — zegary.
Ktokolwiek pozyskał synekurę — bywa też pozyskiwany dla mniej lub więcej znamiennych zaszczytów. Ponieważ jegomość z wieży Vondervotteimittissu posiada najdoskonalszą synekurę, tedy najdoskonalej jest czczony przez wszystkich śmiertelnych. Jest on naczelnym burgu9 dygnitarzem10 i nawet wieprze we własnej osobie przyglądają mu się z uczuciem pokłonnym. Tren jego szaty jest o wiele dłuższy, jego fajka, sprzączki u jego trzewików, jego oczy oraz brzuch przewyższają o wiele rozmiary pomienionych przedmiotów jakiegokolwiek innego starego jegomościa z miasta — co się zaś tyczy podbródka — ten przestał być tylko podwójnym — jest ci — potrójny.
Podaję opis Vondervotteimittissu w stanie szczęśliwości. Niestety! Co za szkoda nieodżałowana, że obraz tak czarowny dnia pewnego został skazany na doznanie zmiany okrutnej.
Od dawien dawna rozpowszechnione wśród najmędrszych obywateli przysłowie brzmi: nic poza kresem wzgórz dobrego nie ma już i — zaiste — trzeba przyznać, że w słowach tych tkwi coś proroczego.
Pozawczoraj, gdy pięciu minut właśnie brakowało do południa na samej łysinie górskiego wierzchołka, od strony wschodu zjawił się przedmiot dziwacznego pozoru11. Nie dziw, że taki wypadek powszechną ściągnął uwagę i każdy leciwy a tyci jegomość, siedząc w fotelu ze skórzanym obiciem i słupiejąc od przerażenia, jedno z dwojga oczu skierował ku zjawisku, drugiemu zaś z tychże dwojga dochował nieustannego tkwienia na zegarze dzwonnicy.
Było trzy minuty do dwunastej, gdy postrzeżono iż osobliwy a wspomniany przedmiot był zgoła tycim młodzieńcem, cudacznie upostaciowanym. Schodził ze wzgórza z tak błyskawiczną szybkością, że wkrótce każdy obywatel mógł się w nim łacno rozejrzeć. Nigdy Vondervotteimittiss nie miał sposobności oglądania tak wytwornej i tak leciuteńkiej osoby. Miał ci liczko12 czarne jak tabaka, nos długi i zakrzywiony, ślepie jak ziarnka grochu, gębę olbrzymią i olśniewający szereg zębów, które się zdawał ukazywać zazdrośnie w śmiechu od ucha do ucha. Dorzucając do tego baki i wąsy, wyczerpiemy, zda się, wszystko, co postać ona godnego miała uwagi.