Wobec tej nie do wybaczenia próbki złego wychowania, całe dziwaczne zgromadzenie na wpół porwało się z siedzeń i pośpiesznie wygardłowało huf17 diabelskich okrzyków, podobnych do tych, które pierwotnie przykuły uwagę marynarzy.

Przewodniczący wszakże pierwszy odzyskał zimną krew i po chwili, z wielką godnością zwracając się do Udźca, rzekł:

— Jedynie w drodze najwyższej naszej łaski zadośćuczynimy słusznej ciekawości tyle znamienitych, aczkolwiek nieproszonych gości. Niechże wam tedy będzie wiadomo, iż jestem monarchą tego państwa i panuję tu bezpodzielnie pod imieniem króla Dżumca Pierwszego. Sala niniejsza, którą zbyt niesłusznie posądzaliście o przynależność pod postacią kramu Willowi Wimble’owi, przedsiębiorcy uroczystości pogrzebowych — istocie, nam nie znanej, a której plebejuszowskie nazwisko nigdy — aż do nocy obecnej — nie uraziło naszych uszu królewskich — sala niniejsza, powtarzam, jest Salą Tronową naszego Pałacu, przeznaczoną na miejsce obrad naszego królestwa oraz na inne czynności świętej a wyższej dziedziny.

Dostojna Pani, która naprzeciwko zasiadła, jest królową Dżumy, naszą Jaśnie Oświeconą Małżonką. Inne prześwietne oczom naszym dostępne osoby z naszego są rodu i w swych czcigodnych imionach noszą oznakę królewskiego pochodzenia. Jego łaskawość Arcyksiążę Za-Dżumieniec, Jego łaskawość książę Po-Mór, Jego łaskawość książę Mucho-Mór i jej Wysokość Jaśnie Oświecona Arcyksiężna A-Morowa. Co się zaś tyczy — dodał — waszego pytania odnośnie do spraw, nad którymi tu obradujemy, niechże nam wolno będzie odrzec, iż należą one do naszych królewskich i osobistych zabiegów, nikogo prócz nas stanowczo nie obchodzą. Lecz zważywszy owe względy, których moglibyście żądać jako goście i cudzoziemcy, raczymy nadto wam wyjaśnić, iż tej nocy zasobni w głęboką wiedzę i sumienne badania, zebraliśmy się gwoli doświadczenia, analizy i określenia raz na zawsze niepochwytnej treści, niepojętych zalet oraz istoty wnętrznej owych nieocenionych skarbów podniebienia, jakimi są wina, alesy i likiery tej tu przewybornej stolicy — i ażeby, tak oto czyniąc, nie tylko dokonać powziętego zamiaru, lecz i zwiększyć jednocześnie rzetelne zyski owego władcy, który nie z tego jest świata, który nam wszystkim króluje, którego państwo nie ma granic, a którego imię jest — Śmierć!

— Którego imię jest Davy Jones — zawoł Tarpaulin, podając pobliskiej damie pełen czerep likieru i nalewając sobie — drugi.

— Nieuk, do niczego! — rzekł przewodniczący, zwracając z kolei uwagę na czcigodnego Hugha. — Nieuk i wisus18 szkaradny! Otośmy rzekli, iż uwzględniając owe prawa, do których pogwałcenia nawet w tej nikczemnej osobie zgoła nie byliśmy skłonni, raczyliśmy odpowiedzieć na twe nieokrzesane i niewczesne zapytanki. Wszakże sądzimy, iż wobec bezprawnego z waszej strony wściubstwa przedmiotu naszych obrad obowiązkiem z naszej strony jest — skazanie was obu — ciebie i twego towarzysza — na karę przełknięcia jednego dla każdej gardzieli cebrzyka black-strapu, który wychylicie za dobrobyt naszego królestwa — jednym tchem i na klęczkach po czym niezwłocznie wolno wam będzie — jednemu i drugiemu — wyruszyć w dalszą drogę lub pozostać i korzystać z przywilejów naszego stołu, wedle osobistych a stosownych upodobań.

— Uważałbym za bezwzględną niemożliwość — odparł Udziec, któremu postawa i godność króla Dżumca Pierwszego narzuciły widocznie uczucie niejakiego szacunku i który, powtarzamy, wsparł się na stole w chwili, gdy ów przemawiał — uważałbym, nie urażając Waszej Królewskiej Mości, za bezwzględną niemożliwość obładowanie mojej kajuty nawet ćwiercią onego likieru, o którym Wasza Królewska Mość wspomniała. Pomijając milczeniem wszelaki nabytek, którego na kształt balastu — przysporzyliśmy skoro świt naszym pokładom, i nie wymieniając przeróżnych alesów i likierów, w które — skoro zmierzch — zaopatrzyliśmy się w rozmaitych przystaniach, dźwigam na razie obfity ładunek hummingstuffu, pobrany a nadający się do opłaty w gospodzie „Pod Wesołym Wilkiem Morskim”. Niechże Wasza Królewska Mość raczy być tyle łaskawą, aby uwzględnić ową okoliczność. Nie mogę bowiem i nie chcę pod żadnym pozorem przełknąć jednej nawet ponad miarę kropli, tym bardziej kropli onych nikczemnych mętów dna okrętowego, którym godnie mogę przyrównać black-strap.

— Zamknij no gębę! — przerwał Tarpaulin, tyleż zdumiony dłużyzną tyrady, ile rodzajem odmowy swego przyjaciela. — Zamknij no gębę, marynarzu wód przaśnych! Prędkoż zakneblujesz swą spluwaczkę, jak ci rzekę, Udźcze? Moja barka jeszcze jest lekka, chociaż co do ciebie — wyznaję, iż mi się wydajesz zbyt nieco od wierzchołka przeciążony. Wracając zaś do ładunku — nuże! Za czym pozbawiać się jednego ździebła, znalazłbym dlań raczej miejsce na swym pokładzie, ale...

— Tego rodzaju układ — przerwał przewodniczący — zgoła przeczy literze wyroku lub też potępienia, które w swej istocie jest po medyjsku bezpowrotne, niezmienne i nieodwołalne. Albo warunki przez nas podane będą spełnione dosłownie i bez chwili zwłoki, albo — w przeciwnym razie rozkażemy związać was społem za szyję i za pięty i utopić jako rokoszan w tej tam beczce piwa październikowego!

— Oto — wyrok nad wyroki! — Co za wyrok!