— Czy nie żyje? — z przerażeniem spytał Bell.

— Nie, żyje jeszcze — powiedział Gold — boję się jednak, że nie pociągnie długo.

— Czy jest przytomny?

Lekarz, który w tej chwili schodził na dół, dosłyszawszy pytanie, odpowiedział:

— Owszem, jest w tej chwili przytomny, lecz trzeba by go zostawić w spokoju.

Comstock Bell zawahał się.

— Ta sprawa dotyczy mojego całego życia — rzekł. — Gdybyśmy go zostawili w spokoju, można by go jeszcze ocalić?

Lekarz potrząsnął głową.

— W takim razie muszę z nim mówić — rzekł Comstock Bell stanowczym głosem. — Chodźcie ze mną!

Wszyscy trzej poszli na górę. Maple leżał w łóżku z głową podpartą na poduszkach. Uśmiechnął się słabo do Golda, który pierwszy wszedł do pokoju, ujrzawszy jednak rosłą postać Comstocka Bella, rozszerzył oczy i wargi zadrżały mu z pełnego obawy wzruszenia.