Brzmiało to nielitościwie, bez serca, w ustach człowieka o zasadach Bella. Gold przyznał się w duszy do rozczarowania. Było coś brudnego w tym planie milionera: zdradzić człowieka, bez względu na pobudki, by następnie czmychnąć z kraju dla uniknięcia wszelkich następstw mogących wyniknąć z tej zdrady.
— Cieszy mnie, że to usłyszałem — chłodno zauważył.
Comstock Bell spojrzał nań i wyczytał w jego obliczu wyrok skazujący.
— Staraj się myśleć o tym możliwie najlepiej — powiedział.
Doszli do Wiktorii20. Wóz21 był rezerwowany dla młodej pary.
— Au revoir! — powiedział Gold, wyciągając dłoń.
Bell uścisnął ją z mocą.
— Spotkamy się jeszcze?
— Spodziewam się — powiedział Bell.
Był roztargniony. Do tego stopnia myślał o czymś innym, że Gold był nieco zirytowany. Rzucił okiem na młodą panią Bell. Trudno było powiedzieć — tak dziwnie cudowna była cera jej twarzy — czy była blada, czy nie. Uważał, że była nieco bladawa, oczy miała z lekka podkrążone z niewyspania.