Poszedł jednak do Klubu na obiad i znalazł dwa telegramy do niego zaadresowane. Oba pochodziły od Bella. Jeden był nadany w Dover i zawierał wyrazy podziękowania za grzeczności świadczone tego dnia przez Golda. Drugi był z Calais22, a nadany był o trzeciej po południu. Wiadomość, którą wyczytał, zastanowiła go. Telegram brzmiał: „Bądź łaskaw jutro zobaczyć mojego Parkera — dziś dałem mu urlop — i kazać mu wysłać moje listy”.

Gold opuścił telegram na stół. Czemu nie telegrafował wprost do Parkera? I jak to wytłumaczyć, że człowiek tak metodyczny, Bell, zapomniał o pouczeniu służącego przed wyjazdem? Uśmiechnął się.

— Sądzę — rzekł do siebie — że młodzi ludzie zwykle z powodu ślubu zapominają o najważniejszych rzeczach, co dopiero o takich drobnostkach jak przeadresowanie nadeszłych23 listów.

Zrobił sobie notatkę w książeczce podręcznej, że ma wypełnić dane mu zlecenie, i zabrał się do obiadu. Miał jeszcze wiele listów do przeczytania, przeważnie z ambasady, niezbyt przyjemnych. Przeczytał je z filozoficznym spokojem, złożył z powrotem i schował do kieszeni.

W sali stołowej niedaleko siedział Helder, ostentacyjnie przerzucając wieczorną gazetę. Gold wiedział z góry, że gazeta była jeno24 pozorem. Cóż Helder znów miał mu do powiedzenia? Nie należał wszak do ludzi, którzy mozolą się często nad różnymi rzeczami jedynie dla zabicia czasu. Gold postanowił przyspieszyć sprawę. Przystąpił do stolika Heldera.

— Idę na spacer — powiedział doń — chce się pan przejść ze mną?

— Z przyjemnością — odpowiedział tamten i wstał z pośpiechem.

Gold przypomniał sobie, że nie będzie miał nazajutrz czasu, by pójść do Parkera. Wziął w sali do pisania kopertę, włożył do niej telegram Bella i zaadresował ją. Była to wymówka dla urządzenia przechadzki. Trzeba będzie pójść na Cadogan Square25 i wrzucić list do skrzynki.

Wyszli razem z klubu.

— A teraz chciałbym zadać panu jasne pytanie — rzekł Gold — i żądam jasnej odpowiedzi.