Helder skłonił ku niemu głowę i zniżając głos, rzekł:

— Willettsa mają dzisiaj aresztować.

Detektyw rzucił na niego bystre spojrzenie.

— Kto to panu powiedział... i co pan wiesz o Willettsie?

— Mniejsza o to, kto mi to powiedział, to w każdym razie zgodne z prawdą. Co do mnie, to wiem, że Willetts jest hersztem tej bandy puszczającej w obieg fałszowane bilety: hersztem bandy, która uprowadziła pańskiego przyjaciela Maple’a.

— Panu to wiadomo, a skąd?

W oczach Golda błyszczała ciekawość.

— To wszak całkiem jasne — ciągnął Helder dalej — Willetts jest skazany na fałszowanie pieniędzy. Ma biuro w mieście, które służy mu najwidoczniej jako płaszczyk, pod którego osłoną uprawia swój proceder. Oświadczam panu, że to jest zwyczajny oszust.

— Czy pan go zna? — zapytał Gold z zaciekawieniem.

— Widziałem go — odpowiedział — i przypominam go sobie z czasów, gdy był studentem w Paryżu i moim rówieśnikiem.