*

Gold przyszedł do klubu Terriersów, aby spożyć kolację.

Zastał list pisany na maszynie i poznał charakterystyczne pismo Comstocka Bella.

Otworzył list i zaczął uważnie czytać. Przeszedł do wielkiej sali i przeczytał go jeszcze raz. Schował list z całą starannością do wewnętrznej kieszeni marynarki, z wyrazem zupełnego osłupienia na twarzy.

Wszedł do sali stołowej i zjadł pospiesznie, co mu się zresztą często w tych dniach zdarzało. Bywał bowiem bardzo zajęty, do tego stopnia, że nawet nie miał czasu na rozmowę z Helderem, który przytrzymał go za butonierkę w korytarzu po kolacji.

— Słuchaj pan, panie Gold, chciałem właśnie z panem pomówić.

— A ja właśnie z panem nie chciałem mówić. O cóż chodzi?

— Sądzę, że pana zainteresuje to, co panu chciałem donieść.

Gold westchnął ciężko.

— Pan jesteś dzisiaj setnym z rzędu człowiekiem, I guess1, który chce mi coś donieść, co by mnie zainteresowało. Prędko, panie Helder, nie mam bowiem wiele czasu.