Zastępca potrząsnął głową.

— To było gdzieś przed dziesięciu laty — powiedział — i ten człowiek przyznał się. Nie było żadnych sensacyjnych okoliczności. Fałszerstwo popełniono w Paryżu i zdaje się, że było ono jedyne w swoim rodzaju.

— Co dostał za to? — spytał wydawca.

— Rok ciężkiej pracy.

— Niechże pan poczeka! — Wydawca potarł podbródek z zastanowieniem. — Czy to nie było wtedy, gdy grupka młodzieży założyła Klub Zbrodniarzy?

Zastępca szefa skinął głową.

— Nie wyszło na jaw, więc nie możemy tego dać — rzekł. — Najlepiej będzie zrobić z parlamentu najaktualniejszą sprawę dnia.

Chłopiec redakcyjny przyniósł telegram i wręczył go zastępcy szefa. Ten rzucił nań okiem, następnie podał go szefowi.

— Hm — rzekł wydawca — to dziwna rzecz.

Telegram brzmiał: