„Ani pan, ani pani Comstock Bell nie byli widziani w Lucernie i ani nie są, ani nie byli w Swizerhofie.”

Siedzieli przez dłuższą chwilę, nie mówiąc nic do siebie.

— Od kogo to jest? — zapytał wydawca.

— Od jednego z naszych własnych ludzi, który jest na urlopie w Lucernie. Uważałem, że lepiej w tym wypadku nie polegać na miejscowym korespondencie.

Wydawca przycisnął dzwonek.

— Bardzo dobrze — rzekł. — Powiedz panu Jacksonowi, że chcę go widzieć — powiedział do chłopca, który zgłosił się na głos dzwonka. — Jackson może to opracować. Będziemy mieli aktualność dnia i nie zabraknie materiału.

W tej chwili wszedł Jackson i wydawca podał mu telegram.

— Zrobi pan z tego całą szpaltę, ale szybko!

Rozdział IV. Jeszcze jedno aresztowanie

Wentworth Gold wrócił do Anglii z końcem maja. Pobyt w Waszyngtonie zadowolił go bardziej, niż się tego spodziewał. Przełożeni przekonali się o trudności zadania i nieomal współczuli mu. Dowiedział się, że telegrafowano po niego z Białego Domu na skutek nieoczekiwanego zawiadomienia, które jednak nie dawało powodu do zawezwania go, więc poprzestano na stanowczym poleceniu natychmiastowego sprowadzenia go do Ameryki.