— Tak, widziałem ją w Londynie — odpowiedział z poważną miną.
Sytuacja zmieniła się w ten sposób, że przyjaźń musiała ustąpić na drugi plan.
— Nasze zadanie jest podwójne — rzekł szef policji. — Primo, wyjaśnić sprawę Verity Maple, obecnej Verity Bell, secundo, odszukać jej osławionego wuja. I moje zdanie w tym względzie jest następujące: o ile zdołamy wyjaśnić te dwie sprawy, droga do wyjaśnienia zagadkowych fałszerstw na wielką skalę, które narobiły tyle wrzawy w życiu ekonomicznym pańskiego kraju, będzie utorowana...
— Przypuszczam — dodał po chwili, gdy Gold nic nie odpowiedział — że panu zależałoby na tym, aby pozostać w ścisłym kontakcie z nami, z drugiej strony spodziewam się, że pan pójdzie nam na rękę w tej sprawie.
Gold skłonił głowę.
— Tak jest, panie komisarzu, nie spocznę, póki nie doprowadzę tej sprawy do końca — rzekł. — Będę potrzebował jeszcze dwóch ludzi do pomocy.
— Dam panu, ile panu potrzeba — odpowiedział komisarz. — Czy dać ich panu już teraz?
— Niech przyjdą do mnie tej nocy. Chcę, aby wzięli pod obserwację niejakiego Heldera.
— Heldera? — Komisarz podniósł nieco brwi.
— Tak — spokojnie odrzekł Gold — autora tych anonimów.