— Macie nakaz? — zwrócił się Gold do swych dwóch ludzi.
Większy skinął głową.
— To ten Rosjanin? — zapytał Gold nagle.
— Tak, sir — rzekł jeden z ludzi. — Trudno było się pomylić: miał bliznę na podbródku. Był pijany, zdaje się. Szedłem za nim od Soho do stacji Great Central. Tam spotkał się z Amerykaninem.
— I stamtąd szedłeś pan za nimi aż do domu?
— Nie — odparł krótko — zgubiliśmy tego Amerykanina.
Wóz biegł na wschód przez City39. Minął gęsto zaludnioną High Street z Whitechapel, potem Commercial Road, słynną Sidney Street40 i zatrzymał się na rogu wąskiej przecznicy.
— Wybrałem to miejsce — wyjaśnił Gold — na dole są drzwi prowadzące na scenę kabaretu i pojawienie się auta nie wywoła żadnego nadzwyczajnego zdziwienia.
Jeden z ludzi prowadził. Minęli drzwi prowadzące na scenę, skręcili w inną uliczkę i znaleźli się w jednej z tych ludnych małych przecznic, których pełno w londyńskim East End41.
Wszystkie te ulice należą do najbiedniejszych i najbrudniejszych z całego Londynu. Mimo spóźnionej godziny tłumy dzieci cisnęły się na bruku i na trotuarach. Na poły wszystkie drzwi były otwarte, ukazując czarne, nieoświetlone nory. W niektórych stały kobiety grupkami prowadząc rozhowor42 na wielkie i małe tematy bieżące, które zapełniały ich nędzne życie.