— Sam fakt, że podsłuchiwał, wystarczy dla mnie — odmruknął Helder.
Opuścił przednie okienko dzielące ich od szofera.
— Trzyma go pan na widoku? — spytał.
— Tak, sir — odpowiedział — musiał się zatrzymać przed zaporą wozów koło Aldgate49.
Jechali przez City na Queen Victoria Street wzdłuż brzegu.
Helderowi serce zabiło szybciej, gdy zbliżali się do rogu wielkiego bulwaru koło Westminsteru. Po prawej stronie znajdował się duży blok gmachów o światowej sławie.
— Jeśli zajedzie do Scotland Yardu — rzekł — musimy uciekać dalej, i to jak najprędzej.
Automobil nie skręcił w łukowatą bramę głównej siedziby policji. Obrócił się natomiast pod ostrym kątem w lewo, na most Westminsterski. Po stronie Surrey50 przystanął; ścigający nadjechali w chwili, gdy pasażer-zbieg szybko wysiadł i dostał się do schodów prowadzących na dół do rzeki.
— Mamy go — zawołał Helder.
Zbiegł po schodach za małą postacią, dotarł do obszernej terasy dzielącej schody i zatrzymał się. Albowiem na dole, tam gdzie się kończyły schody, w jasnym oświetleniu lampy łukowej stała Verity Comstock Bell; za nią niewielki okręt z dwoma ludźmi w nim siedzącymi.