Obaj wypadli na ulicę i rzucili wzrokiem na prawo i na lewo. Helder pierwszy w oddali zauważył uciekającą postać zbiega w chwili, gdy mijał latarnię uliczną.

— To chłopiec — rzekł — musimy go dostać. Biegiem!

Postać zniknęła w narożniku i obaj pobiegli za nią. Skręcili na rogu i znaleźli się na dłuższej ulicy. W połowie, tuż przy trotuarze, stał automobil. Ścigany jednym skokiem znalazł się w wozie, który ruszył z miejsca.

— Prędko! — rozkazał Helder — mój wóz jest na drugim rogu tej ulicy.

Biegł z całą szybkością, na jaką mógł się zdobyć. Dopadł wozu i odetchnął, by wydać zadyszany polecenie, nie był bowiem przyzwyczajony do nadmiernych wysiłków cielesnych. Następnie wskoczył, a za nim Brown.

Dłuższą chwilę nie mógł jeszcze tchu dostać48.

— Szczęście jeszcze — odezwał się wreszcie — że mój wóz czekał; będziemy mogli wytropić naszego młodego przyjaciela.

— Czy myśli pan, że coś słyszał?

— Jestem tego pewny — odparł Helder — stał na schodach tuż pod drzwiami.

— Co mógł słyszeć takiego? — zapytał Brown.