— Och! — niedbale odpowiedział — to się niejednokrotnie może przydarzyć. Powiesz im, że jestem za granicą. Nic poza tym?
— Nie, m’sieur6.
— W takim razie dobranoc.
Człowiek w czarnym płaszczu oddalił się i pokulał dalej w kierunku Cheapside7.
Dwaj ludzie szli za nim. Nie mieli trudności w obserwowaniu go, albowiem ulice były zupełnie puste, a on szedł nader wolno.
Nie uszedł daleko ulicą Cheapside, gdy przejechała taksówka, której natychmiast dał znak ręką.
Jeden z obserwatorów wysunął się szybko naprzód i zrównał się z nim niemal w tej samej chwili, gdy podawał szoferowi kierunek jazdy.
Obrócił się ku swemu towarzyszowi z tyłu i rzekł szybko zniżonym głosem:
— Jedzie do ambasady amerykańskiej.
Przywołali drugą taksówkę.