— Pięknie wykonane — rzekł. Oglądał je z obu stron. Coś zwróciło jego uwagę i wpatrzył się uważnie w jeden róg banknotu.

— Przepraszam — wyrzekł, biorąc banknot do okna.

Paryż nakryty był ciemnymi chmurami i światło było niejasne. Mimo to jednak zdołał zauważyć biegnące przez całą długość banknotu dziwne jakieś słowa. Były drukowane w tym samym kolorze malwy, który stanowił tło banknotu, i pozornie stanowiły integralną część rysunku.

— Proszę o silne światło i szkło powiększające — powiedział stanowczym tonem.

Szef wydziału detektywistycznego podszedł do biurka i wykręcił nad nim potężną żarówkę elektryczną, nad którą założył umbrę, tak że światło padało jedynie na biurko.

Z biurka wydobył silne szkło powiększające i podał je Goldowi. Amerykanin rozłożył banknot na biurku i, trzymając szkło powiększające nad odpowiednim miejscem banknotu, zapuścił weń wzrok.

Wydał gwizdnięcie i twarz mu się zmieniła, a oczy błysnęły z zachwytu.

— Patrz pan! — zawołał niemal.

Francuz wziął szkło powiększające z ręki Golda i wydał okrzyk, albowiem od rogu banknotu drobniutkimi litereczkami i z nadzwyczajną zręcznością wyryte były następujące słowa:

„Verity Maple, 942 Crystal Palace Road, London, note numbers 687642 to 687653 milk”.