Ponury dozorca kiwnął głową. Helder poszedł do swojego pokoju, wyciągnął szufladę, która zawierała całkowite ubranie, ubrał się prędko i wrócił do wielkiej izby, gdzie Tiger właśnie kończył przebieranie się.

Rozmawiali przyciszonym głosem, choć właściwie dozorca Collettowskiej Niedorzeczności nie mówił wiele, poza lakonicznymi odpowiedziami na pytania, które mu zadawano. Był to niski człowiek z krzaczastą, siwawą bródką i kosmatymi brwiami, niemal w zupełności zakrywającymi bystre oczy, które błyskały od jednego do drugiego z ptasią nieomal szybkością.

— Co on teraz robi? — zapytał Helder.

Brodacz ruszył ramionami.

— Wariactwa — rzekł. Człowiek ten widocznie nie był zbyt skory do marnotrawienia słów.

— Co to znowu za nowy rodzaj wariactwa? — niecierpliwie spytał Helder.

Ten trzeci potrząsnął znów ramionami.

— Ot rysuje i pije — odparł. — Chce pan go widzieć?

Helder kiwnął głową.

Wydobywszy klucz z kieszeni, niski człowiek poprowadził. Helder nazywał go Clinker. Wspięli się po stopniach prowadzących na krużganek i dozorca otworzył stalowe drzwi komory. Razem weszli do środka. Brown również podążył za nimi.