— Co jest? — zapytał Helder.
— Aresztowali Schreinera w Paryżu, podczas gdy puszczał banknot tysiącfrankowy — rzekł Tiger Brown, przy czym głos jego brzmiał niepewnie.
Stali, patrząc jeden na drugiego. Twarz Browna pracowała kurczowo. Helder zbladł. Clinker był niezmiernie mało zaciekawiony. Był to zbyt stary ptaszek, zbyt filozoficznie usposobiony łotr, aby się przejmować grożącym niebezpieczeństwem. Za to twarz Maple’a ożywiła się z zainteresowania; jego mętne oczy błyszczały, wargi poruszały się, jak gdyby coś wypowiadał.
— Schriener aresztowany w Paryżu? — rzekł z zaciekłością. — Tysiącfrankówka... czy to nie moja?
Helder patrzył na niego, nie mówiąc ani słowa, i kiwnął mu ponuro głową.
— Ha! — zawołał Maple i opadł na krzesło.
Helder i Tiger Brown odjechali pospiesznie z powrotem do Londynu, skoro tylko zaświtał dzień. Tworzyli małomówną parę ludzi — żaden z nich nie miał ochoty do mówienia, o ile chodziło o ich nielegalny interes. Blisko Waltham Cross Brown nagle powiedział:
— Nie mogę tego Maple’a pojąć.
Helder siedział przy kierownicy. Patrzył prosto przed siebie, mówiąc:
— Ja go rozumiem. Widzi on nasz koniec, albo mu się tak zdaje, ale... — Nie wyrzekł ani słowa więcej.