*
Helder zatrzymał wóz przed domkiem i zapukał. Zwykle brama otwierała się natychmiast, tym jednak razem musieli nieco czekać, aż głos odsuwanych ryglów dał się słyszeć od wewnątrz. Brama została z przezornością otwarta i Helder wślizgnął się wraz z Brownem.
Clinker wyjaśnił zwłokę.
— Maple jest chory — powiedział lakonicznie.
— Będzie z nim o wiele gorzej, gdyż skończę z nim niebawem.
Udał się wprost do komory na poddaszu. Maple leżał na łóżku. Twarz jego była blada i ściągnięta, oczy wgłąb zapadłe, wargi powleczone chorobliwie siwą barwą. Z chwilą wejścia Heldera otworzył oczy, lecz nie zwrócił ich nawet w stronę wchodzącego.
Jednym spojrzeniem w stronę chorego Helder uprzytomnił sobie, że człowiekowi temu niewiele godzin pozostało do końca życia.
— Od jak dawna już tak leży? — zapytał.
— Od wczoraj — powiedział Clinker. — To przychodzi zwykle z tego, jak ktoś, co lubił przedtem bardzo pić, nagle przestaje.
Helder usiadł obok łóżka, trzymając ręce w kieszeniach, i głowę pochylił przed siebie, patrząc spod brwi na umierającego.