— Jakiś automobil nadjeżdża — szepnął.

Nadsłuchiwali. Słyszeli sapanie maszyny.

— Mam zejść prędko na dół? — rzekł pytająco Brown.

Zeszli obaj, zamknąwszy wprzód drzwi komory za sobą. Przylgnęli do drzwi wchodowych. Słyszeli, jak ktoś wyszedł z automobilu i, zbliżywszy się do drzwi, zapukał głośno, rozkazująco.

Helder położył palec na ustach, nakazując milczenie. Dało się słyszeć ponowne pukanie i trzej ludzie spojrzeli po sobie.

Nagle głęboki, wyraźny głos przedarł się zza drzwi.

— Otworzyć, w imieniu Jego Królewskiej Mości!

Brownowi twarz poszarzała jak ołów.

— Policja! — zadyszał, rozglądając się za jakimś możliwym wymknięciem się z niebezpiecznego miejsca.

Helder nie stracił przytomności umysłu. Wóz jego znajdował się w małej przybudówce z tyłu domku.