Oswald przypomniał sobie, że nie należy słuchać tego, co mówią w sąsiednim pokoju.
— Może ojciec i wuj byliby z tego niezadowoleni? — rzekł Oswald.
— Myślisz? — powiedziała Ala i podeszła cichutko do drzwi i zamknęła je.
Poszliśmy do siebie na górę. I Noel rzekł:
— Rozumiem teraz. Ojciec zrobił wielkie przyjęcie dla biednego, starego, złamanego Indianina.
Miał rację Noel. I teraz dopiero zrozumieliśmy, czemu nie jedliśmy obiadu razem z ojcem i jego gościem.
— Biedni ludzie są bardzo dumni — rzekła Ala — ojciec przypuszczał, że biedny Indianin wstydzić się będzie przed swoimi siostrzeńcami.
— Ubóstwo nie jest hańbą — powiedziała Dora — należy szanować uczciwych biedaków.
— Tak — westchnęła Ala — jaka szkoda, że się obiad nie udał. Nie co dzień, pewno, jada obiady.
— I rzeczywiście — użalała się Dora — obiad był bardzo niesmaczny. Wprawdzie stół pięknie wyglądał, ubrałam go kwiatami i pożyczyłam od matki Alberta-z-przeciwka srebrne łyżeczki do kompotu.