— Młodzieńcze, poezje twoje podobają mi się bardzo... Dam ci za nie — no; ileż ci zapłacić?
— Jak najwięcej — odrzekł Noel — Widzi pan, my potrzebujemy dużo, bardzo dużo pieniędzy, ażeby podnieść byt materialny rodziny Bastablów.
Pan redaktor włożył okulary na nos, począł nam się bacznie przyglądać.
— Pragniecie podnieść byt materialny... dobra myśl, opowiedzcie mi szczegółowo, jak wpadliście na ten pomysł. Może napijecie się herbaty ze mną, jest pora podwieczorku?
Zadzwonił na chłopaka, kazał mu podać trzy szklanki herbaty i podskoczyć po ciastka do cukierni.
Zasiedliśmy do podwieczorku z panem redaktorem. Była to wielka chwila w życiu Noela, ale na razie nie pomyśleliśmy nawet o tym.
Redaktor zadawał nam pytania, na które odpowiadaliśmy dosyć oględnie, bo przecież nie można mówić obcym o wszystkich szczegółach życia domowego.
Siedzieliśmy około godziny, a przy pożegnaniu redaktor rzekł nam ponownie:
— Wydrukuję twoje utwory, młody poeto. Jak ci się zdaje, ile są warte?
— Nie mam pojęcia — odrzekł Noel z godnością — nie pisałem na sprzedaż.