Wtedy Noel przypomniał sobie, że przyrzekł nam ożenić się z księżniczką.
— Śpieszmy się ze ślubem, bo inaczej nie zdążymy na podwieczorek do domu.
Księżniczka była zdziwiona, ale zgodziła się na ślub.
Z chustki do nosa Dory (ona tylko miała czystą chustkę) zrobiliśmy welon dla panny młodej, a z trawy — obrączki. I pobłogosławiliśmy młodą i dobraną parę.
Następnie pokazaliśmy księżniczce różne gry, których nie znała: komórki do wynajęcia, czarnego luda, berka. Rozbawiliśmy się na dobre. Nagle, podczas największej gonitwy, księżniczka przystanęła z przerażoną minką. Na ścieżce stały dwie czarno ubrane panie o bardzo niemiłych twarzach.
— Paulino, któż są te dzieci?
— Księżniczki i książęta — odpowiedziała dziewczynka, zapominając najwidoczniej, że nie można bawić się ze starszymi.
— Księżniczki i książęta — syknęła owa pani ze złością. — To są najzwyczajniejsze dzieci.
— Zwyczajne dzieci! — zawołała dziewczynka — Jakże się cieszę! Jakże się cieszę! Gdy dorosnę, będę się bawić tylko ze zwyczajnymi dziećmi!
I podbiegła do nas i zaczęła nas ściskać i całować.