(Nie umiem, nie, doprawdy nie potrafię napisać powieści).
Rozdział IV. przez Dicka
Wracam w krainę przeszłości i opowiem wam o naszym bohaterze. Chodził do szkoły, w której na obiad dawali indyki i gęsi, a nie cielęcinę lub baraninę. Na deser dostawał dzień w dzień lody i tort, zjadał nie jedną, ale dwie porcje. Dlatego też wyrósł na wielkiego i mocnego mężczyznę. Tak, tak, dzięki dobremu odżywianiu i temu, że się nie uczył historii, geografii, chemii ani mineralogii, pobił czerwonoskórych Indian i został bohaterem tej oto powieści.
Rozdział V. przez Noela
Najwyższy czas, ażeby się coś zdarzyło w naszej powieści. Przyszedł smok, ziejący ogniem i dymem, stanął i ryknął:
Chodź, chodź, zbliż się tu,
To cię żywcem, co tchu
Rozszarpię cię na kawały
Obiad będzie doskonały.
Bohater, któremu na imię Nabuhadonorozizus32, odpowiedział: