— „Poszukuje się wspólnika, z kapitałem 3000 szylingów, do interesu patentowego. Zysk pewien: 300 szylingów miesięcznie. Współpraca osobista zbyteczna”.
— Dobrze by było, gdybyśmy mogli przystąpić do tej spółki — rzekł Oswald.
Ala malowała wróżkę w zielonej szacie, ale farby wodne rozlały się po całym kajecie i weszły wróżce na nos. Więc rzekła:
— Przeklęta farba. Nie ma co myśleć o tym, Oswaldzie. Skąd weźmiesz 3000 szylingów?
A Oswald kombinował dalej:
— 300 szylingów miesięcznie to na nas, jako wspólników, przypadałoby po 150.
Noel nic nie mówił, tylko ssał ołówek, widocznie miał zamiar pisać poezje. W ogóle od poznania księżniczki tęsknił za nią i ciągle chciał chodzić do parku.
Czyniliśmy zadość jego życzeniu, ale furtka była zawsze zamknięta, byliśmy o tym z góry przekonani, tylko Noel łudził się i martwił za każdym razem.
Nagle Noel rzekł:
— Pragnąłbym, by wróżka zeszła kominem i położyła na stole brylant wartości trzech tysięcy szylingów.