— Owszem, Castillian jest moim ulubionym winem.
Ala chciała go znowu poczęstować.
— Nie, dziękuję, jest to doskonały napój, ale mi nie służy. Mam starego wujaszka, który bardzo lubi wino. Obstaluję dla niego na gwiazdkę pół tuzina butelek. Oto szyling, który się pani należy. — I wyjął z kieszeni nowiutki pieniądz.
— A ja myślałam, że płacą tylko fabrykanci — powiedziała Ala.
Rzeźnik rzekł jej na to, że nie dają nic za pół tuzina. Potem wstał, pożegnał się pośpiesznie i przeprosił, że nie może czekać na ojca, bo nie ma czasu. Ala znów go poczęstowała winem, lecz on szepnął:
— Za nic na świecie.
Ala z nowym szylingiem w ręku weszła triumfalnie do naszego pokoju.
Cały wieczór robiliśmy plany na przyszłość, która nam się zapowiadała tak pięknie i tak bogato!
Nikt nie zjawił się nazajutrz.
Na trzeci dzień przyszła jakaś pani z dobroczynności po ofiary na budowę domu dla sierot.