— To Eliza nie wzięła klucza. H. O., idź otworzyć, masz najmłodsze nogi. — Ale to nie była Eliza, tylko wuj Alberta.
— Jak to dobrze, że pan przyszedł — zawołał Oswald — Ala myślała, że Noel u...
Ala szarpnęła mnie za rękaw i urwałem w środku zdania.
— Myślałam tylko, że Noel jest naprawdę chory i że trzeba doktora — i wzięła wuja Alberta za rękę.
— Chodźmy do niego — rzekł wuj Alberta. Usiadł na łóżku i wziął Noela za puls.
— Gdy wielki mag arabski błądził po dzikich lasach Hastingsu — mówił wuj — i spoglądał na gwiazdy, wyczytał z nich, że poeta Noel Kamaralcaman dostał kataru. Zawołał mag swój kufer latający i oto jest.
Wyjął z kieszeni czekoladę, którą nam dał; Noela okrył, poprawił mu poduszki, dał mu kilka winogron i rzekł:
— Czas, by Noel usnął.
Poszliśmy do drugiego pokoju.
Wuj Alberta usiadł w fotelu i powiedział: