— Wątpię, czy ma taką córeczkę jak ty, lepiej mu będzie pod kluczem, niż na swobodzie.
— Niech się panienka za mną wstawi, proszę panienki.
— Dobrze — rzekła Ala — a czy pan przyrzeka poprawę?
— Tak.
— I nigdy pan tu nie wróci?
— O nie!
— No to niech go pan puści. Niech wraca do chorej żony i dzieci.
Nasz złodziej nie dał się uprosić i zapowiedział nam, że zaczekamy aż do powrotu ojca, który sam wymierzy sprawiedliwość.
Naraz odezwał się H. O.:
— Nie wiem, czy to tak ładnie z pańskiej strony, skoro pan sam jest złodziejem.