Noel zrobił parę kroków i wrócił.
— Przekręciłem zamek z zewnątrz — szepnął — nie będzie mógł wyjść.
Słyszeliśmy, jak Archibald napuścił wody do wanny, mył się i szorował; a wszystko po ciemku. Na szczęście ojca ani wuja nie było w domu.
— Cicho... — mówił tajemniczo Noel — czekajcie...
Siedzieliśmy wszyscy cichutko.
— Nie pytajcie o nic. Sami ujrzycie...
W końcu Archibald wykąpał się i chciał opuścić łazienkę, ale daremnie. Stukał, pukał, szarpał drzwi. Wszystko bezskutecznie.
Więc Noel podszedł do drzwi i zaczął rozmówki przez dziurkę od klucza.
— Wypuścimy cię, jeżeli zwolnisz nas z danego słowa o rurze wodociągowej. Nie powiemy, zanim nie wyjedziesz.
Przez długi czas nie odpowiadał, tylko się mocował z drzwiami. W końcu przystał.