Na szosie spotkaliśmy dosyć dużo ludzi. Niektórzy szli pieszo, inni jechali bryczkami. Wyminęło nas także kilka powozów.

Wszyscy nam się przyglądali, ale nie z takim zdziwieniem, jakeśmy to sobie wyobrażali.

Zwróciliśmy się z zapytaniem do odświętnie ubranego jegomościa, dokąd to wszyscy idą w jednym kierunku.

— Tam, gdzie i wy — rzekł jegomość i objaśnił nas, że na ziemiach Sir Blocksona20 odbędzie się ludowa zabawa. Postanowiliśmy udać się na tę zabawę i tam zebrać mająteczek dla panny Sandal.

Przed bramą wielkiego parku Sir Blocksona było straszne zbiegowisko. Kazano nam osła odprowadzić do stajni. Piękna to była chwila, gdy stajenny wziął od nas lejce i osła wprowadził do stajni.

— Bardzo nas godnie przyjmują — rzekła Ala.

— Obcy książęta są tu gościnnie podejmowani — dodał Noel.

— Nie jesteśmy książętami, lecz Cyganami — przypomniała Dora.

— Mogą być książęta-Cyganie.

Już rodzeństwo zaczynało się sprzeczać, gdy podbiegł do nas szczupły mężczyzna z kwiatkiem w butonierce.