Zaprowadził nas do namiotu z szyldem „Esmeralda itd.”. Przed namiotem stała pani w kapeluszu i długim palcie podróżnym.

— Teraz — rzekł pan do Dicka — niech jeden z was stanie przed wejściem i wpuszcza kolejno osoby, które pragną zedrzeć zasłonę przyszłości, a reszta niech gra na tajemniczych instrumentach. Oto dwa funty. O piątej możecie wrócić do domu!

Pani była bardzo blada, miała głębokie sińce pod oczami i zapuchnięte powieki; chciała coś rzec, lecz zanim zdążyła usta otworzyć, odezwał się pan z kwiatkiem w butonierce:

— Ufaj mi, Elu21, kochanie; wszystko ci wytłumaczę. Idź natychmiast do altany, potem przesuniesz się między drzewami. Do widzenia, dzieciaki! Dajcie mi wasz adres, a napiszę wam, czy się sprawdziły przepowiednie.

Pożegnał się z nami i odszedł. Zrobiliśmy to, co nam przykazał, ale po jakimś czasie zabawa zaczęła nas nudzić. Mieliśmy ochotę wrócić do domu, lecz przecież przyrzekliśmy pozostać do piątej. Ala na przemian z Dorą przepowiadały przyszłość — początkowo ludzie odnosili się do nich nieufnie, mówiąc im, że są zbyt młode. Wobec tego nałożyły welony.

Około wpół do piątej do namiotu wpadł jakiś starszy pan: Sir Blockson.

— Gdzie moja córka, gdzie panna Blockson? — zawołał.

Powiedzieliśmy mu, że nie znamy jego córki, panny Blockson.

— Od jak dawna jesteście tutaj?

— Od drugiej — rzekła Ala.