W takim stanie zdenerwowania nie mogliśmy pójść pieszo z dworca do redakcji. Wsiedliśmy do dorożki bardzo zgrabnie. Ale wymiana spojrzeń między dorożkarzem a jego kolegami tak zirytowała Oswalda, że nie bacząc na rolę wytwornej damy, jaką miał odegrać, nawymyślał dorożkarzowi od durniów i idiotów. Dorożkarz wzruszył ramionami, kazał sobie z góry zapłacić i ruszył z miejsca. W milczeniu zajechaliśmy przed dom redakcji. Oczekiwał nas Dick. Wziął z rąk Oswalda kartę, na której widniał starannie wykaligrafowany napis:
PANNA MAŁGORZATA DOLMAN
i
SZANOWNA PANI GERTRUDA BUSTLER
W SPRAWIE PILNEJ I NIE CIERPIĄCEJ ZWŁOKI
Oswald i Ala czekali w dorożce na powrót Dicka.
— W porządku — rzekł Dick ukazując się w bramie.
— Tylko bądźcie ostrożni z chłopakiem redakcyjnym; miałem wiele kłopotu, zanim mnie wpuścił.
Poszliśmy, stąpając cicho jak myszy. Redaktor był bardzo uprzejmy. Prosił, żebyśmy usiedli. Naturalnie Oswald siadając zaplątał się w suknie i o mało co nie wywrócił krzesła.
— Zdaje mi się, że panie były łaskawe i napisały już do mnie — rzekł redaktor.