— Wróżek, wróżbitów, jednym słowem ludzi przepowiadających przyszłość.

— Nie wiem, ale czemu pan nas pyta o to? — rzekła Ala.

Redaktor przymrużył oczy i odpowiedział:

— Przypuszczam, że w Blackhead znajdują się ludzie, którzy poznali tajemnicę przyszłości — tu przerwał na chwilę — gdyż skądże inaczej szesnaście osób mogłoby znać rozdział „W pałacu dożów”, rozdział, który dotąd nie był drukowany. Dopiero w pierwszym majowym zeszycie ukaże się ten rozdział, a szesnaście osób w Blackhead podziwia subtelność, poezję, naturalność, wdzięk itp. tego rozdziału. Jak mi to pani wytłumaczy, panno Małgorzato Dolman?

— Ja nie jestem Małgorzatą Dolman, tylko panią Gertrudą Bustler — poprawiła Ala — zresztą ja nie jestem także Gertrudą Bustler... my w ogóle nie jesteśmy tym, na kogo wyglądamy.

— Zauważyłem to od początku rozmowy — rzekł uśmiechając się redaktor.

W tym momencie gumka zsunęła się ostatecznie z głowy Oswalda i kapelusz zleciał, tak jak to Oswald przewidział.

— Dzięki Bogu! — zawołał Oswald. — Koniec maskarady.

— Tak sądzę — rzekł redaktor — mam nadzieję, że następnym razem autor „Złotej łodzi” znajdzie sobie lepszych aktorów.

— On nas nie znalazł... — przerwała Ala z krzykiem — to myśmy sami chcieli... — i opowiedziała mu wszystko.