Następnie Archibald zaprzyjaźnił się z Noelem, który był z tego bardzo dumny, i cały dzień mówili sobie sekrety. Wreszcie wyszli na dobrą chwilę.
Nagle w cichym, spokojnym, szczęśliwym domu Bastablów wszczął się rwetes nie do opisania. Służące biegały ze ścierkami i kubłami, a woda zaczęła się lać przez pokój wujaszka, gabinet i jadalnię...
Noel spojrzał na Archibalda i zawołał:
— Niech sobie idzie...
Ala objęła Noela za szyję i powtórzyła:
— Odejdź, Archibaldzie.
A jemu wcale odejść się nie chciało.
Wtedy pobladły Noel zaczął jęczeć i wołać, że wolałby się wcale nie urodzić i co na to tatuś powie.
— Na co, Noelu — zapytała Ala — co się stało? Powiedz prawdę, wiesz przecież, że nikt cię nie opuści.
— I nie pozwolicie, ażeby mi zrobił coś złego?