Chłopcy zgodzili się na przeniesienie. Zeszliśmy na dół i rozciągnęliśmy się w siatkach.
Spanie w młynie nie jest tak zabawne, jakeśmy to sobie wyobrażali. Nie mieliśmy poduszek pod głową, a ostre i twarde sieci wgryzały nam się w głowę i ciało.
Po twarzy chodziły jakieś wstrętne pająki, więc trzeba było co chwila zapalać światło i odpędzać je. Przeciąg był straszny i marzliśmy pod derkami, które co chwila zsuwały się z nóg.
Oswald nie należy do wygodnisiów, a jednak żałował, że nie ułożyliśmy się do snu w kuchni. Przecież nasz lokator nie wziąłby nam tego za złe.
Usnęliśmy w końcu. Podczas nocy siostrzyczki tak się do nas poprzytulały, że o świcie stanowiliśmy jedną masę ciał. Istne pobojowisko.
— Jestem taka sztywna! — zawołała Ala. — Sztywna jak świeżo ukrochmalony kołnierzyk.
Wszyscyśmy byli sztywni.
— Mnie się zdaje, że młyn do spania to zły wynalazek — powiedział H. O. — nie można się umyć ani uczesać.
— Od kiedy jesteś takim amatorem mycia i czesania? — zapytał Dick.
— Dicku, nie bądź nieznośny — ujęła się Dora.