— Nie mam ci co dać, dziecko! — rzekła. — Weź chociaż te kwiatki na pamiątkę ze szpitala.
— Dziękuję! — odpowiedział, biorąc bukiecik jedną ręką, a drugą ocierając oczy. — Ale ja mam tak daleko iść, że zgubiłbym go w drodze...
I rozwiązawszy kwiateczki, posypał je po łóżku, przy którym stali, mówiąc:
— Zostawię je memu biednemu zmarłemu...
I zaraz żegnać się począł.
— Dziękuję, siostro! Dziękuję, panie doktorze!
Wtem zwrócił się do zmarłego:
— Żegnam cię... — i urwał szukając w myśli, jakby go tu nazwać.
A wtedy, wprost z serca przyszło mu na usta słodkie imię, którym go przed pięciu dniami w łzach witał:
— Żegnam cię, biedny tatusiu!