— A więc, Coraci, zostałeś deputowanym120 z Kalabrii!

A my dalej śmiać się i klaskać!

I teraz wyszedłszy na ulicę wzięliśmy go za nogi i podnieśli w triumfie, wołając:

— Wiwat deputowany z Kalabrii! Wiwat!

Ma się rozumieć, że to był żart, ale bynajmniej nie dla ośmieszenia, owszem, żeby go uczcić serdecznie, bo tego chłopca wszyscy lubią bardzo. Więc my go tak niesiem i krzyczym, a on się uśmiecha tylko, a tu na rogu ulicy widzimy pana z czarną brodą, który też się śmieje.

Tak Kalabryjczyk:

— To mój ojciec! Puszczajcie!

A my nic! Maszerujemy precz i dopiero kiedyśmy już się na tego pana natknęli, oddaliśmy mu syna w ręce i rozbiegli się, każdy w swoją stronę.

Rozdanie nagród

14. marca