I oto ukazał się kaleka nasz drogi na szczudłach... Wszyscy uczniowie szkół naszego miasta wiedzieli o jego przypadku. W mgnieniu oka przebiegł szept między publicznością. I rozległy się oklaski jak teatr długi i szeroki! Od okrzyków ściany drżały! Mężczyźni powstali z miejsc, panie powiewały chusteczkami, a biedny chłopiec zatrzymał się w pośrodku sceny, drżący i oszołomiony. Pan syndyk wstał, podprowadził go sam, a wręczywszy mu nagrodę, ucałował w czoło. Potem myślałem, że ryknę płaczem — odczepił ten wianek z wawrzynu, który był nad fotelem jego, i zawiesił mu go na rączce od kuli. A że chłopiec drżał coraz silniej, odprowadził go sam do parterowej loży, gdzie stał ojciec jego, kapitan, a ten chwycił chłopca na ręce i posadził go przy sobie w loży wśród nieopisanej burzy okrzyków: „Niech żyje! Niech żyje!”
Tymczasem ciągle jeszcze za sceną grały skrzypce swoją cudną, słodką pieśń, a chłopcy szli i szli...
Szli ze szkoły „Consolata” (Pocieszenia), prawie wszyscy synowie kupców; szli ze szkoły „Vanchiglia”, synowie robotników; szli z „Boncompagni”, gdzie przeważnie oddają na naukę dzieci swe wieśniacy; szli na koniec ze szkoły „Rayneri”, która była ostatnia.
Zaledwie przeszli, sześciuset chłopców w orkiestrze odśpiewało inną znowu pieśń prześliczną; potem przemawiał pan syndyk, potem pan asesor, który mowę swoją skończył zwróciwszy się do chłopców tak:
— Zanim opuścicie te mury, pokłońcie się z miłością i czcią tym, którzy pracują nad wami; którzy wam poświęcają wszystkie siły i ciała, i ducha; którzy dla was żyją i umierają dla was! Oto oni! — I skłoniwszy głowę, ukazał ruchem ręki galerię nauczycieli.
A wtedy chłopcy powskakiwali na ławki, na krzesła wyciągając ręce do nauczycieli i nauczycielek, wywoływali imiona tych, co im najbliżsi i najmilsi byli, wydając okrzyki idące prosto z serca.
A w galerii zrobił się też ruch nieopisany. Nauczyciele i nauczycielki odpowiadali uczniom także okrzykami wzruszonych głosów, a kapelusze, ręce, chusteczki, wszystko to chwiało się w powietrzu ku chłopcom.
Za czym orkiestra jeszcze raz zagrała hymn narodowy, a publiczność raz jeszcze pozdrowiła grzmiącym oklaskiem dwunastu małych reprezentantów prowincji włoskich, którzy w prześlicznej grupie, ramionami i rękoma spleceni stali na proscenium, pod ulewą rzucanych im kwiatów.
Spór
20. poniedziałek