Wszyscy, ilu nas było, zaczęliśmy jeden przez drugiego wołać:
— Doskonale! Świetnie!
— Tak się wdrapał jak kot!
— Jak każdy z nas!
— Silny, mocny!
— I taki zgrabny!
— Od żadnego z nas niegorszy!
Więc my tak krzyczym na wyścigi, a ta pani aż topnieje z radości! Chciała dziękować, ale przemówić nie mogła, tylko rękę trzem czy czterem uścisnęła, pogłaskała tego dryblasa Garronego, jakby małym dzieckiem był, i odeszła z synem.
Kawałek już byli od szkoły, a jeszcześmy patrzyli za nimi, jak idą śpiesznym krokiem, jak rozmawiają żywo, oboje tak szczęśliwi, jakby szczęśliwszych od nich nie było na całym świecie.