Żołnierze! Powitajcie go jak brata!
Matki! Błogosławcie go jak syna!
Dzieci! Uczcie się imienia jego, wyryjcie sobie w sercach rysy jego twarzy, żebyście go już nie zapomniały, nigdy, nigdy.
Przybliż się, chłopcze!
W imieniu króla Włoch daję ci medal za cywilną odwagę!
Ogromny okrzyk wznoszonych głosów zatrząsł murami gmachu, tysiącznym echem w nich odbity.
Syndyk wziął ze stołu medal i przypiął go chłopcu na piersiach, potem go objął i ucałował serdecznie.
Matka chłopczyny zasłoniła ręką oczy, ojciec stał ze spuszczoną głową.
Syndyk uścisnął rękę obojgu, a wręczywszy dekret królewski, dotyczący medalu tego i związany wstążką, podał go matce.
Zwrócił się potem raz jeszcze do chłopca i rzekł: