Nigdym jeszcze chyba nie widział mamy tak szczęśliwej, jak kiedy słów tych słuchała; nigdy nie całowała Sylwii z taką czułością, płacząc i śmiejąc się razem i wcale przemówić nie mogąc.

Uspokoiła się wreszcie i zapewniła Sylwię, że tak źle nie jest, że nie jesteśmy przyprowadzeni do takiego niedostatku bynajmniej, i dziękowała jej, i przez resztę dnia była wesoła, a kiedy ojciec wrócił, wszystko mu opowiedziała. A biedny ojciec ust nie otworzył nawet.

Ale nazajutrz w południe siadając do stołu uczułem radość i smutek zarazem. Pod moją serwetą była szkatułka z farbami, a Sylwia znalazła pod swoją serwetą — wachlarz.

Pożar160

11. czwartek

Skończyłem dziś rano przepisywać moją część opowiadania: „Od Apeninów do Andów”, i obmyślałem właśnie, o czym by tu napisać wypracowanie dowolne, które nam nauczyciel zadał, kiedym usłyszał jakiś niezwykły hałas na schodach, a zaraz potem weszli do naszego mieszkania dwaj pompierzy161 ze straży ogniowej i powiedzieli memu ojcu, że muszą zbadać piece i kominki, bo się sadze palą w domu, a nie wiadomo, skąd ogień pochodzi.

Ojciec rzekł:

— Owszem, proszę! — I chociaż u nas nigdzie ogień się nie palił, zaczęli chodzić po pokojach i przykładać ucho do ścian nasłuchując, czy w przewodach kominowych wiodących na wyższe piętra nie huczy gdzie pożar.

A kiedy tak chodzili, rzekł mi ojciec:

— No i masz, chłopcze, temat do wypracowania: „Straż ogniowa”. Spróbuj opisać to, co ci opowiem: