Był to nasz dyrektor, który wszystko widział.
— Kiedy miał odwagę przyznać się — mówił dalej — nikt nie ma prawa poniewierać nim!
Wszyscy stanęli cicho.
— Proś o przebaczenie! — rzekł teraz dyrektor do Garoffiego, który wybuchnął płaczem, obejmując kolana starca.
A ten poszukawszy ręką jego głowy pogłaskał go po włosach.
Wtedy odezwały się wzruszone głosy:
— Idź, chłopcze, do domu! Idź! Wracaj!
A ojciec mój pociągnął mnie z dala od tłumu i tak w drodze mówił:
— Henryku! Czy ty w podobnym wypadku zdobyłbyś się na odwagę, żeby spełnić obowiązek i wyznać winę?
— Tak — odpowiedziałem.