waląc w gruzy pałace mych rojeń?
— Gdzież słowa tych porozumień prawdziwych,
co dźwięczały jak strumień fal żywych,
duszy niosąc duszę w podarunku?
Ach! beznadziejnie zwietrzały
te czarodziejskie kordiały2,
co w urocznym iskrzyły się trunku.
Onych przemian nie rozumie myśl baczna —
— Jaka sztywność w tym tłumie dziwaczna!
Rząd za rzędem — manekinów tyle! —