w wieczność — tam — mroki — nie dojrzeć przystani.
Sercem wsłuchany w idącą godzinę
czekam — — na kogo? — jak ta chwila rani! —
Wszystko tak proste i takie zawiłe,
tak niesłychane w swym tajemnym sensie,
tak odchodzące na wieki — w mogiłę —
tak bliskie oczom — niby łza na rzęsie.
Któż łzy przypomniał? — — Zda się tu przytomne1
są jakieś twarze, czyjeś oczy smętne — —
To było dawno — dziś jeszcze — — zapomnę — —